Content

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zdrowe. Pokaż wszystkie posty
9 komentarze

Moje cotygodniowe zdrowe zakupy.

Mieszkam na obrzeżach Krakowa, jednego z największych polskich miast. Dlatego też, kiedy postanowiłam przeprowadzić rewolucje w mojej kuchni miałam pewne obawy. No bo skąd ja niby wezmę zdrową wieprzowinę, piersi z kurczaka, sery, ryby, wędliny czy warzywa? A keczup, bez którego życia nie widzi mój syn? A chleb? Przecież ja nie ma czasu na codzienne pieczenie chleba. Ogarnęła mnie "lekka" panika. Nie to, żeby mi się nie chciało, ale ja nadzwyczaj w świecie nie mam czasu na wykonywanie tych wszystkich produktów od podstaw. Jestem osobą bardzooo aktywną zawodowo i mamą kilkulatka, co zabiera już praktycznie cały mój czas.
Na szczęście jestem też osobą konsekwentną i bardzo zorganizowaną, dlatego szybko opracowałam "plan działania" na nowe żywieniowe okoliczności.
Poszukiwania usprawnił internet, gdzie znalazłam informację o Targu Pietruszkowym, który wówczas co sobotę między 8:00 a 13:00 działał w Krakowie na ul. Kalwaryjskiej. Na początku miałam pewne obiekcje. Trzeba będzie w sobotę wcześnie wstać i specjalnie jechać ta to targowisko. Jak wspomniałam wyżej nie mieszkam w Krakowie. Ale skoro chcę prowadzić prawdziwie zdrowa kuchnię trzeba pojechać. Pojechałam i nie żałuję. Od tej pory jestem tam co tydzień a minęło już wiele miesięcy.
Na Targu Pietruszkowym jest ogromny wybór warzyw, owoców, pieczywa, przetworów, serów, mięsa, wędlin, ryb, miodów, soków. Są domowe ręcznie robione pierogi z nadzieniem w wielu smakach, są tradycyjne domowe ciasta. 
Ja zawsze wracam obładowana siatami. Zapasy robię na cały tydzień. 
Gdy ktoś przyjedzie na Targ po raz pierwszy pewnie powie, że jest drogo. Owszem, są produkty droższe niż w zwykłym sklepie, ale są i takie, które są w tych samych cenach, a zdarzyło się, że kupiłam coś taniej. Ale ja i ludzie, którzy tam kupują wiemy, że warto. Wolę wydać więcej na jedzenie a być zdrową i mieć zdrowe dziecko. Wolę wydać więcej na jedzenie a nie wydawać na lekarstwa. Wolę kupić mniej i jeść zwykłe porcje, a nie naładować koszyk po brzegi w markecie chemiczną, tanią imitacją jedzenia, która utuczy mnie, moja rodzinę i zniszczy nasze zdrowie. Wolę kupić mniej i zjeść na kolację najzwyklejszą kromkę z rzodkiewka czy jajecznicę ze szczypiorkiem, a nie nakupować napompowanej chemią mrożonej pizzy, chemicznych dżemów, pełnych pestycydów i innych chemikaliów warzyw i owoców z masowych upraw.
Wiem też, że jeśli pójdziesz na taki targ to na niego będziesz wracał już zawsze. Wiem to ze swojego doświadczenia. I ja tam wracam i wracają osoby, które poszły ze mną tam tak tylko się rozejrzeć.

Pamiętam jak po pierwszej wizycie na Targu zrobiłam synkowi buraczki na ciepło. Bardzo je lubi, ale zawsze miałam problem jak je doprawić, aby miały jakikolwiek smak. Buraki z masowych upraw czy z marketu są sztucznie nawożone i nie maja kompletnie smaku. Dodawałam więc masełka i cukru. I zawsze się zastanawiałam czemu nie można zjeść po po prostu samych buraczków na ciepło. Przecież te z mojego dzieciństwa były takie smaczne i nie potrzebowały datków.
Własnie takie są ekologiczne buraki lub te z tradycyjnych upraw, gdzie nie stosuje się chemii. Są pyszne same w sobie, słodkie, po prostu wspaniałe. Od tej pory buraki na ciepło robię bez jakichkolwiek dodatków. 
I tak jest ze wszystkim na tym Targu Pietruszkowym, bo wszystkie produkty są pozbawione chemicznych dodatków. Uprawia, hoduje i wytwarza się je tak, jak za czasów mojego dzieciństwa i wcześniej. Są pyszne tak jak kiedyś. Mają smak i aromat.

Na Targu znajdziecie tylko i wyłącznie certyfikowana żywność ekologiczną i tradycyjną. Produkty pochodzą od lokalnych rolników, hodowców czy wytwórców, którzy sami sprzedają swoje produkty.
Jedynym wyjątkiem są cytrusy, awokado i pomidory z Włoch, które w sezonie zimowym pojawiały się na Targu. Jednak również pochodziły z upraw ekologicznych a sprzedawali je sami plantatorzy.

Wiem, że wiele osób powie lub pomyśli, że pewnie to jakaś ściema, że pewnie sprzedają tam marchewkę jak w markecie, bo nikt tego nie sprawdza. Nad Targiem czuwa Stowarzyszenie Podgórze.pl, które nie tylko koordynuje całe wydarzenie, ale także zleca dodatkowe badania laboratoryjne sprzedawanych na Targu produktów. Próbki pobierają bez zapowiedzi. Badania maja na celu sprawdzanie, czy aby w produktach nie pojawiły się chemiczne dodatki.
Targ jest też ciągle sprawdzany przez różne organizacje i urzędy, więc możecie być pewni, że to co tam kupujecie jest na prawdę zdrowe i naturalne.

Na Targu wszystko jest zawsze świeże. Kupuję tam wszystkie warzywa i owce. Nie znajdziecie tam polskich pomidorów czy truskawek w grudniu, bo po prostu wtedy nie rosną. Wszystko odbywa się tam zgodnie z porami roku. 
Teraz można tam dostać marchew, pietruszkę, selera, ziemniaki, pora, cebulę, buraki, czosnek, ogórki i kapustę kiszoną, jabłka. Pojawiła się już rzodkiewka, młoda cebulka, szczypiorek, sałata, natka pietruszki, koperek, rukola i inna zieleninka. Co tydzień czegoś przybywa. 
Warzywa takie jak marchew, buraki czy pietruszka są całe w ziemi, nie znajdziecie tam wymytych jak w markecie jarzyn.

Jeśli szukacie prawdziwego tradycyjnego chleba na zakwasie koniecznie odwiedźcie Trag. Mój ulubiony to ciemny, okrągły, żytni pieczony w piecu kamiennym. Do niego nic więcej nie potrzeba. Mój syn wcina go solo jako przekąskę. 
Pieczywo jest bez sztucznych dodatków. Żytnie, orkiszowe, gryczano-żytnie i inne. Wszystkie świeżutkie, smaczne i pachnące.


Na Targu kupuję też ekologiczną wołowinę. Ja osobiście nie jem czerwonego mięsa, gdyż wiele lat temu po prostu przestało mi smakować. Kupuję je dla rodziny. Udziec lub mielone. Udziec jest tak chudy, że nie ma w zasadzie co odkroić,  a jeśli już odkroję mikro tłuszczyk to trafia do rosołu. 
Mielone także jest bardzo chude. 
Mi ogólnie czerwone mięso śmierdzi. Zastanawiał się długo czemu tak jest. Przecież zawsze kupowałam świeże mięso "najlepszej" jakości. Teraz wiem, że to "najlepsze" mięso w sklepie jest tak samo sztuczne jak to tańsze. Pochodzi z masowej hodowli, gdzie zwierzęta są traktowane w niehumanitarny sposób. Żyją w ścisku, bez światła, powietrza, bez trawy. Karmione są chemiczna paszą. Faszerowane substancjami przyspieszającymi ich wzrost, antybiotykami. Mięso z takich hodowli, czyli ze zwykłego sklepu nie jest zdrowe, jest chemiczne i sztuczne. Na pewno nie dam nam zdrowia a jeszcze zaszkodzi. Napiszę o tym osobny tekst, bo temat jest dość rozległy.
Odkąd kupuję ekologiczne mięso, hodowane w sposób naturalny i karmione naturalnie, bez przyspieszaczy wzrostu, bez antybiotyków i innych chemikaliów, mięso mi nie śmierdzi! Na prawdę. Gdy gotuje mięso dla dziecka, jego zapach nie odrzuca mnie od garnka. Mięso wygląda inaczej i inaczej smakuje, co potwierdza moje dziecko i rodzina. Ja jak pisałam nie jem czerwonego mięsa, więc mogę ocenić tylko zapach, wygląd czy kolor.
Czasem kupię na Targu kurczaka, choć generalnie wole osobno kupić piersi i osobno np. porcje rosołową na rosół w sklepie ekologicznym. Na Targu niestety nie można nabyć porcjowanego kurczaka, jedynie w całości. Drób na Targu oczywiście też jest hodowany tradycyjnie, bez przyspieszaczy wzrostu i antybiotyków.
I oczywiście smak ekologicznego drobiu jest odczuwalnie lepszy od tego z masowej hodowli. A rosół..., no cóż, tu jest różnica jak między niebem a ziemią.

Odkąd kupuję ryby na Targu w końcu wiem jak powinny na prawdę smakować. Ostatnia Wigilia nie obyła się bez karpia z Targu. Ja i rodzina jak nie przepadaliśmy za tą rybą, tak miniona Wigilia minęła pod znakiem karpia, bo wszyscy się nim zajadali.
Zawsze lubiłam wędzonego pstrąga, teraz wręcz go uwielbiam.


Wędliny również są obłędne. Szynka krucha i aromatyczna jak za czasów mojego dzieciństwa. Kiełbasy z mięsa a nie miksów mięsopodobnych.


Sery również tam kupuję. Ekologiczny oscypek krowi jest nawet tańszy niż marketowa podróbka. Walory smakowe a także skład oczywiście rewelacyjne.
Ku mojej uciesze serów jest co raz więcej. Są i kozie i krowie.
W miniona sobotę kupiłam ser biały, był dzień wcześniej robiony a jego smak to miszczostwo świata.


Jeśli szukacie prawdziwego polskiego miodu także polecam. Jest gęsty i pyszny. Spadziowy, lipowy, nawłociowy, gryczany, wrzosowy, wielokwiatowy...póki się pszczelarzom nie skończy są wszystkie odmiany. Na targu pszczelarze się wymieniają, więc można skosztować miodów z różnych pasiek.

Nie miałam gdzie kupować dżemów a bardzo je lubię. Te sklepowe pozostawiają wiele do życzenia. Teraz kupuje je również na targu i są wspaniałe. Nie psują się po kilku dniach w lodówce nie śmierdzą chemią. Może w tym roku sama je zrobię. Jeśli tylko uda znaleźć mi się czas na pewno tak będzie.

Pierogi generalnie robię w domu z mąki orkiszowej jasnej. Mój syn uwielbia ruskie.  Kiedyś nawet zmieszałam ciemną mąkę żytnią z jasna orkiszową i wyszły bardzo smaczne. Jednak jest to pracochłonne danie i nie ma co ukrywać że nie zawsze mam na nie czas. Kupuję je czasem na Targu. Są ręcznie robione w sposób tradycyjny bez "wegety" i polepszaczy. Jedynym minusem jest mąka pszenna, ale myślę, że od czasu do czasu nie zaszkodzi.

Odkąd zaczęłam kupować eko jajka znów jem jajecznicę, bo ma ten sam smak co w dzieciństwie :-) Ekologiczne jajka kupowałam już wcześniej, można je też nabyć w marketach. Na Targu kupicie je prosto od hodowcy.



Czasem kupuję też olej który na bieżąco jest tłoczony na Targu.

Mąkę orkiszową jasną i ciemną i żytni makaron także tam nabywam. 

Wiem jak cenny jest sok z malin, porzeczek czy aronii. Niestety nie miałam ich gdzie kupować, bo te sklepowe to w najlepszym razie mieszanka soku i chemikaliów(czasem to prawie sama chemia). A na Targu kupie naturalne, pyszne soki. Np sok z malin działa przeciwkaszlowo. Daję synowi zamiast syropów z apteki i pomaga. Przy okazji nie ładuje w niego kolejnej dawki niebezpiecznej chemii, która jest ukryta w "syropkach dla dzieci".  

Na Targu kupuję też wiele innych produktów które są akurat dostępne o danej porze roku. Obecnie racząc się pyszną chrupiącą rzodkiewką i sałatą czekam na kolejne pyszne dary natury. Przed nami najobfitszy w smakołyki sezon i już zacieram na niego ręce.

Targ Pietruszkowy ku mojej uciesze rozrasta się z tygodnia na tydzień. Jest co raz więcej wystawców i co raz więcej kupujących.

Bardzo Wam polecam takie targi, gdyż kupujecie bezpośrednio od rolnika hodowcy czy wytwórcy. Dostaniecie tam pyszne świeże i naturalnie zdrowe produkty, które prawdziwie odżywią Was i wasze rodziny. Na zdrowiu na prawdę nie warto oszczędzać. To co jemy wpływa bezpośrednio na nasze zdrowie, sprawność fizyczną i intelektualną. Jedząc tak na prawdę zdrowo będziecie mieli więcej siły i energii, odzyskacie szczupłą sylwetkę i znów poczujecie smak, bo różnica w smaku jest ogromna. Przestaniecie chorować i wydawać horrendalne sumy na leki, które obciążają Wasz organizm koleją dawka chemii.

Wielu miastach są organizowane takie Targi. Na pewno są też w Warszawie, Gdańsku, Łodzi , Poznaniu, Wrocławiu. Informacji szukajcie w internecie, eko-bazarki mają swoje strony w sieci.

Mieszkańców Krakowa i okolic serdecznie zapraszam na Targ Pietruszkowy.

Lokalizacja Targu Pietruszkowego:
ul. Kalwaryjska przystanek Korona
Latem Targ działa na pl. Niepodległości i w podziemiach Korony, zimą tylko w podziemiach Korony.

Otwarty:
soboty 8-13:00
środy 15-19:00

Strona Targu Pietruszkowego:
http://targpietruszkowy.pl/


Na Targu Pietruszkowym kupuję bardzo dużo produktów, ale nie wszystkie. Resztę kupuję w sklepach ekologicznych i tych zwykłych gdzie na szczęście można jeszcze dostać różne perełki. 

Zawsze po Targu jadę do eko delikatesów na dalsze zakupy. Mam jedne ulubione krakowskie eko delikatesy Biovert. To dość spory sklep, ma duży wybór produktów i zawsze dużo świeżych warzyw i owoców. Kupuję tam warzywa takie jak pomidory, ogórki i inne, których normalnie nie ma w naszym kraju w okresie zimowym czy wiosennym. A także awokado. W Lidlu odkryłam bio banany, bio pomarańcze, bio cytryny, które są dużo tańsze niż w eko sklepach. Są pyszne i niczym niepryskane, sprowadzane z cieplejszych stron świata.  
W Lidlu jest też bio cebula, bio ziemniaki i bio jabłka, ale akrat te kupuję na Targu Pietruszkowym.  Widziałam też bio truskawki, ale nie kupowałam ich jeszcze. 
W bio delikatesach staram się kupować bakalie, choć w zwykłych sklepach można jeszcze znaleźć takie bez siarki i innych dodatków.
Pastę pomidorową również kupuję w eko sklepach lub Rossmannie, gdzie pojawił się eko kącik.
Mąki kupuję na eko targu, w eko sklepach lub w zwykłym sklepie. Jedynie mąkę z pszenicy kupuję w eko sklepach i tylko z prawdziwej pszenicy niemodyfikowanej: płaskurki i samopszy. W zwykłych sklepach jest tylko niezdrowa mąka z pszenicy jak to mówią "uszlachetnianej", co dokładnie znaczy genetycznie modyfikowanej!
Kasze kupuję w eko lub zwykłych sklepach. Ryż także. Choć skłaniam się kupować go tylko w eko, gdyż spora część ryżu na Świecie jest genetycznie modyfikowana.
Część nabiału kupuję na eko targu a część w Lidlu. Np. eko ser żółty, ser biały, jogurt naturalny w dużym kubeczku (tylko ten z pokrywką, bo ten drugi ma złe dodatki), masło - osełkę 83%.
Przyprawy kupuję głównie w internecie (są dużo tańsze a ja używam ich bardzo dużo) i w zwykłym sklepie. Ważne, aby nie miały żadnych dodatków.

Chciałam też zaznaczyć, że nawet w eko sklepach można natchnąć się na produkt z niezdrowymi substancjami w składzie, dlatego warto zapoznać się choć troszkę z tematyką i czytać etykiety.

Sukcesywnie, do zakładce "Polecane produkty" będę dodawała prawdziwie zdrowe produkty, których używam w swoim domu. Wszystkie ze sprawdzonym przeze mnie składem. Będą to produkty z eko targu, eko sklepów i zwykłych sklepów.

Więcej o zdrowych zakupach będę pisała w kolejnch wpisach..

0 komentarze

Witajcie, czyli po co w ogóle ten blog :-)

Witajcie!


Mam na imię Magda i nigdy nie przypuszczałam, że kiedykolwiek założę jakiegokolwiek bloga.

Temat zdrowego odżywiania zawsze był mi bardzo bliski. Zawsze jadłam zdrowo, czytałam etykiety. Poszukiwałam informacji i zagłębiałam się w tym temacie. Im więcej wiedziałam i czytałam, tym bardziej byłam przekonana, że to co ludzie nazywają "zdrowym jedzeniem" wcale nim nie jest. 
Nasza cywilizacja już dawno zapomniała co to znaczy "zdrowo". Wygłasza przekłamane poglądy na temat właściwego żywienia. Mówi, że zdrowe jest muli i mami nas reklamą pysznych "zdrowych" płatków, które nie dość, że nie są zdrowe, to jeszcze są szkodliwe. Ich głównym składnikiem jest syrop glukozowo-fruktozowy, odpowiedzialny za plagę otyłości na świecie. Do tego masa chemicznych składników odpowiedzialnych za smak, kolor, zapach, chrupkość, długi termin przydatności do spożycia...  Też kiedyś je jadłam, gdyż myślałam, że skoro znawcy tematu mówią, że są zdrowe to takie są. Skoro dietetycy, czyli specjaliści od zdrowego żywienia, je polecają to są zdrowe. Skoro reklamy mówią, że są zdrowe, to takie są. Przecież ktoś nad tym wszystkim trzyma rękę i nie pozwala wmawiać nam kłamstw i karmić niezdrowymi produktami. No ale że niby kto nad tym czuwa? NIKT! Zupełnie NIKT!
Przestudiowałam dokładnie zawartość moich ulubionych musli crunchy i ich opakowanie z hukiem wylądowało w kosztu. A ja zrobiłam swoje, domowe, w stu procentach zdrowe musli crunchy. Od tamtego czasu zrobiłam ich już ze sto lub więcej rodzajów. Wszystkie równie pyszne i zdrowe. Pewnie myślicie, że przygotowanie takiego produktu zajmuje dużo czasu? Zatem zaskoczę Was! Potrzeba kilku chwil, aby potem przez cały miesiąc zajadać się pysznymi, domowym, zdrowym musli...

Podczas mojej jedzeniowej podróży zauważyłam, że niestety mało jest zbiorczych publikacji dotyczących tego prawdziwego, zdrowego odżywiania. Informacji na konkretny temat musiałam długo szukać w wielu źródłach. Takich zbiorczych, rzetelnych publikacji znalazłam zaledwie kilka i oczywiście poświęcę im miejsce na tym blogu, gdyż są na prawdę godne uwagi.
Choć publikacji, portali i blogów poświęconych zdrowemu jedzeniu jest bardzo dużo, tak tych na prawdę wartościowych, opartych na prawdziwym zdrowym jedzeniu jest bardzo mało. Choć ich intencja jest jak najbardziej dobra, to brakuje w nich do końca prawdziwej informacji. Gdy widzę, że jakaś stronka poleca jako zdrową przekąskę jogurt naturalny ze wspomnianym już kupnym musli z syropem glukozowo-fruktozowym, to wiem, że nie jest to zdrowe. Choć intencja była dobra, to zabrakło rzeczowej informacji. Powinno być wyraźnie zaznaczone, że ma to być musli wykonane tylko ze zdrowych składników, zrobione w domu lub kupione w sklepie ze zdrową żywnością(w tych sklepach także czytajcie etykiety!). Także skład jogurtu naturalnego ma tu znaczenie. Ma to być prawdziwy jogurt naturalny, który w składzie nie ma nic więcej poza mlekiem i żywymi kulturami bakterii. Jogurt bez zagęstników, E, konserwantów, barwników itp. 
Jak widzicie jogurt z musli jogurtowi z musli nie równy. Choć z natury był to produkt zdrowy, tak w dzisiejszych czasach jogurt z musli ma swoje zdrowe i niezdrowe wydanie. To jeden z absurdów naszych czasów. Tak zmienia nasze jedzenie masowa produkcja żywności. Ma być dużo i tanio, coś ma wyglądać jak coś, ale wcale nie musi tym być. Dlatego też tak ciężko znaleźć w ogromnej, sklepowej lodówce prawdziwy jogurt naturalny. Zdarzało się, że w całym sklepie nie mogłam wybrać jogurtu naturalnego, gdyż 20 na 20 kandydatów miało w składzie różne niezdrowe dodatki. Jeśli nie czytacie etykiet, na pewno Was to dziwi, ale na prawdę tak jest. W większości tych pudełek z napisem "Jogurt Naturalny" w składzie są substancje, które znaleźć się tam nigdy nie powinny

O tym właśnie będzie ten blog. O tym czego brakowało mi w innych publikacjach. Informacji musiałam szukać sama w różnych miejscach, na co poświęciłam sporo czasu. Podkreślę, że istnieje kilka kompletnych i rzeczowych źródeł, ale kilka to wciąż za mało. Dlatego postanowiłam stworzyć własne miejsce w jedzeniowej rzeczywistości. :-)
Będzie o prawdziwym, zdrowym jedzeniu, pozbawionym chemii. O jedzeniu, jakie pamiętają nasze prababcie. Bez kłamstw, bez owijania w bawełnę. Będzie zarówno smacznie jak i zdrowo. Uwierzcie mi, na prawdę tak się da!
Podzielę się z Wami moimi sprawdzonymi przepisami, na szybkie i smaczne dania. I nie będzie to tylko zielenina i korzonki ;-) Znajdziecie przepisy na dania na każdą okazję, które od dawna gotuje dla swoich bliskich. 
Dodam przy tej okazji, że jestem osobą bardzo aktywna zawodowo i mój grafik jest mocno napięty. Dlatego moje przepisy są nie tylko smaczne, przemyślane i ale i szybkie w wykonaniu.
Jestem też mamą małego chłopca, który z radością zajada się moimi potrawami. Od dziecka podawałam mu zdrowe posiłki. Jednak jakiś czas temu moje gotowanie przeszło małą ewolucje. Kiedy dokładnie zapoznałam się z tematem zdrowego żywienia, ze składami produktów, dowiedziałam się co kryje się za obcobrzmiącymi nazwami widniejącymi na etykietach, wówczas mój sposób gotowanie też się zmienił. O ile dla mnie nie było to trudne, to już dla małego chłopca pewne zmiany były trudniejsze do zaakceptowania. Przestał dostawać choćby pewne "zdrowe" jogurty przeznaczone dla dzieci. Zastąpiłam je pełnowartościowymi, na prawdę zdrowymi domowymi koktajlami. Początkowo pojawił się nam "grudkowy" problem. W kupnym jogurcie grudek nie było a tu nagle są. Zaczęłam od koktajlu truskawkowego bez dodatkowych owoców czy orzechów. Jego wypicie przychodziło najłatwiej. Powoli Syn przyzwyczajał się do nowej konsystencji, smaku, kawałków owoców. Z czasem zaczęłam dodawać kolejne owoce, orzechy, pestki, otręby a nawet przyprawy jak cynamon czy imbir. Dziś wypija je ze smakiem, a czasem nawet chce dokładkę. Nie proszę już kilka razy Syna, aby wypił troszkę koktajlu, nie karmie już łyżką, jak to było na początku. Teraz sam o niego prosi a nawet sam pomaga mi go przyrządzać, co daje mu sporą frajdę. Wrzuca warzywa, orzechy, przyprawy, miksuje a potem wypija ze smakiem szklankę pysznego, pełnowartościowego i na prawdę zdrowego koktajlu.
Wystarczy pracować nad smakami dziecka, zrobić mu coś dobrego i zdrowego, ładnie podać a nie od razu mówić, że nie lubi, że on zje tylko takie kupne. To nieprawda. Dzieci lubią nowe smaki, tylko wpierw muszą je w ogóle móc skosztować, poznać.
Nawyki żywieniowe dziecka najlepiej kształtować już od pierwszych domowych, jednoskładnikowych posiłków. Przyzwyczajać do smaków kasz, warzyw, owoców, ziół, dobrego jakościowo mięsa, bez chemii i zmieniającego smak glutaminianu sodu. Rozmawiać z dzieckiem o jedzeniu. Odpowiadać na pytania. Pokazywać konsekwencje złego odżywiania. Tłumaczyć co jest zdrowe a co nie. Opowiadać, pokazywać. Wówczas zdrowe dania będą dla niego całkowicie naturalnym posiłkiem.
Z wiekiem co raz trudniej będzie zmienić żywieniowe zasady panujące w domu. Dzieci przyzwyczajone do sztucznie wytworzonych smaków, wielu niezdrowych produktów, które czyhają na nie na każdym kroku, wszechobecnego cukru i innych, będą się buntowały.
Obserwuje kuchenne nawyki panujące w różnych domach. Wszystko musi być szybkie i łatwe, bo przecież takie mamy szybkie czasy. Najłatwiej powiedzieć "nie mam czasu na gotowanie", "moje dziecko i tak tego nie zje", "mam tyle na głowie, że stanie w kuchni brak mi czasu" itp. To takie usprawiedliwianie, wymówki i okłamywanie samego siebie. Pomyśl, ile czasu poświęcasz na oglądanie bezwartościowej telewizji? Oglądasz nie jeden ulubiony program, ale wszystko po kolei jak leci. A w tym czasie można przyrządzić smaczny i zdrowy posiłek. Nie musi być każdego dnia inny. Ja też nie mam czasu codziennie gotować nowy obiad. Gotuje na 3-4 dni.
Pomyśl ile czasu i energii poświęcasz na wybór nowego telewizora, jak dużo na niego wydajesz. Chcesz mieć najlepszy na jaki Cie stać. To czemu nie poświęcisz choć tyle czasu na wybór i zakup zdrowego jedzenia, na jego przygotowanie? Najlepszy model telewizora stanie na półce, a niezdrowe jedzenie wrzucisz w siebie. Jesteśmy tym co jemy... ja całkowicie się z tym zgadzam.

Abyście nie musieli spędzić miesiąca przy sklepowych półkach i studiować etykiet wszystkich produktów (choć osobiści bardzo to lubię i polecam), będę podsuwała Wam produkty sprawdzone, zdrowe, z których na co dzień korzystam w swoim domu. Zakładam, że niektórym z Was, już nasuwa się stwierdzenie, że to pewnie same drogie produkty z eko sklepów. I tu Was zaskoczę! Bardzo mało produktów kupuję w sklepach ekologicznych a nadal kupuje zdrowo i wcale nie bardzo drogo. Nie będę Was okłamywała, że zdrowe jedzenie jest tak samo tanie jak to śmieciowe, przetworzone. Jest droższe, ale na prawdę niewiele a czasami wręcz tańsze. Jest wiele zdrowych produktów w przystępnych dla statystycznego Kowalskiego cenach. Tylko nie czytamy etykiet i czasem choć mamy na półce dwa sery żółte, oba w tej samej cenie, to będąc pewni, że oba są takie same, bierzemy ten niezdrowy. A gdybyśmy poświęcili chwilę i przeczytali skład, wiedzielibyśmy, że choć ba maja tą sama cenę, to jeden z nich jest pełnowartościowym serem a drugi tylko taki udaje.
Choć początkowo spędzałam sporo czasu na zakupach, czytałam składy produktów, tak teraz już wiem co i gdzie mam kupić i moje zakupy nie pochłaniają dużej ilości czasu. Mam już sprawdzone produkty, wiem gdzie i za ile mogę je kupić. Zakupy są przyjemnością. Choć czasem ponownie sprawdzam skład produktu, który kupuję, bo wiem, że producenci lubią robić nam psikusy i choć nie zmienią opakowania to zmienia jego skład. Niestety przeważnie na gorszy... 

Dla jasności od razu napiszę, ze nie jestem żadnym dietetykiem, lekarzem czy technologiem żywienia. Osobiście uważam też, że kształcenie w tych dziedzinach mocno kuleje i  jest mocno przekłamane. 
Mojej wiedzy szukałam długo, stopniowo poznając jedzeniowe tajemnice. Moje postrzeganie odżywiania opiera się na zdrowym rozsądku i intuicji. I jeszcze na czymś! Na czymś tak prostym i naturalnym jak definicja odżywiania, choćby ta zaczerpnięta z Wikipedii:

Odżywianie - proces życiowy polegający na pozyskiwaniu przez organizm ze środowiska pokarmu (a dokładniej zawartych w nim składników odżywczych).

Cała filozofia odżywiania zamknięta jest w jednym prostym zdaniu. Dlaczego więc tak trudno ludziom jest ją zrozumieć?

Nie jestem też polonistą, dlatego piszę luźno, bez niepotrzebnego spinania się nad poprawna formą.

Serdecznie zapraszam do zmiany nawyków żywieniowych już dziś. Wasz organizm odwdzięczy się Wam bardzo szybko. Będziecie czuli się zdrowo, będziecie mieli sporo energii. Zyska też na tym Wasza figura, o którą zapewne walczycie od lat, bo w najbardziej naturalny sposób zaczniecie chudnąć! :-)

Jeśli mój blog zmieni postawy żywieniowe choć jednej jedynej osoby, będę wiedziała, że było warto, że mój wolny czas nie został poświęcony na darmo. Ta jedna osoba być może otworzy oczy kolejnej, a ta kolejna jeszcze następnej. Im więcej będzie osób świadomych, wybierających tylko te prawdziwie zdrowe produkty, tym mniej będzie nabywców śmieciowego, chemicznego jedzenia. I pewnego dnia producenci, żeby przetrwać, będą musieli wrócić do tego co dobre, zdrowe i takie jak stworzyła to natura. A zyskamy na tym my, nasze dzieci i przyszłe pokolenia. Będziemy mogli w zwykłym sklepie pod domem kupić zdrowe, pełnowartościowe smaczne produkty, które będą odżywiały nasze ciało i umysł. Nie trzeba będzie jeździć na eko targi, do eko sklepów, do eko producentów, eko hodowców i eko plantatorów oddalonych o wiele kilometrów od naszego domu.
Innego wyjścia nie ma! Nie pomorze ani Państwo, ani żaden Rząd, ani Ministerstwo Zdrowia, ani żadne organizacje i instytucje, nikt nie zrobi tego za nas. Do zmian możemy przyczynić się jedynie my sami, poprzez zmianę nawyków żywieniowych na te prawdziwie zdrowe, nie godząc się na trujące, szkodliwe jedzenie. Gorąco wierzę, że tak będzie, że efekt domina pomoże... :-)

Jest mi niezmiernie miło, jeśli choć trochę Was zaciekawiłam. :-)
Zapraszam na kolejny wpis, w którym przestawię prosty przepis na wspominane już dziś zdrowe, domowe musli. A dokładniej na jeden z tysiąca moich pomysłów na musli. :-)

Magda :-)

Instagram @zdrowe_jedzenie_bez_chemii

Archiwum bloga

Popularne posty